Czy można uzależnić się od drugiego człowieka?

Artykuł · psychologia więzi

Coraz więcej osób cierpi nie z powodu samej relacji, lecz przez to, jak na nią reaguje ich układ nerwowy. Współuzależnienie z perspektywy psychologii i neurobiologii — czyli o emocjonalnych nałogach, które wyglądają jak miłość.

Aleksandra Sokołowska · psychoterapeutka 5 min czytania

Współuzależnienie to też uzależnienie. Tylko emocjonalne.

Kiedy mówi się o uzależnieniach, zazwyczaj przychodzą na myśl alkohol, narkotyki, hazard czy inne zachowania kompulsywne. Tymczasem współczesna psychologia i neurobiologia wskazują, że uzależniać mogą również emocje, napięcia oraz wzorce relacyjne. Współuzależnienie można rozumieć jako formę uzależnienia emocjonalnego. W takim przypadku „substancją" nie jest alkohol czy narkotyk, ale drugi człowiek. Jego uwaga, obecność, reakcje, odrzucenie, chłód albo bliskość zaczynają regulować nasze samopoczucie i poczucie własnej wartości.

MechanizmUzależnienie jako regulacja z zewnątrz

Uzależnienie można rozumieć jako sposób regulowania emocji poprzez czynniki zewnętrzne. W przypadku alkoholu czy narkotyków substancja pozwala coś poczuć lub czegoś nie czuć. W uzależnieniach emocjonalnych podobną funkcję pełni relacja: czułość, akceptacja, ale również napięcie, dramat, nadzieja lub odrzucenie. W ten sposób wewnętrzna równowaga emocjonalna staje się zależna od reakcji innych. Brak odpowiedzi, chłód lub dystans uruchamiają reakcję stresową taką samą, jaką ciało przeżywa w sytuacji realnego zagrożenia.

NeurobiologiaBiologia emocjonalnych nałogów

Z neurobiologicznego punktu widzenia emocjonalne uzależnienie uruchamia ten sam układ nagrody, co uzależnienie chemiczne. W obu przypadkach dopamina, adrenalina i kortyzol tworzą cykl pobudzenia i ulgi, który z czasem staje się kompulsywny. Różnica polega jedynie na tym, że zamiast substancji używana jest relacja.

Wiele osób żyje wtedy w ciągłym napięciu wokół relacji. Zastanawia się:

  • Co mam zrobić, żeby ktoś mnie wybrał?
  • Jak mam się zachowywać, żeby nie zostać odrzuconą?
  • Czy przesadzam?
  • Czy mam prawo być zła albo zmęczona?
  • Dlaczego ciągle próbuję zasłużyć na miłość?
  • Czy relacja bez chaosu i silnych emocji w ogóle jest prawdziwa?

Z czasem emocjonalna równowaga zaczyna zależeć od drugiej osoby. Jej dystans, milczenie albo chłód uruchamiają silny stres. Ciało reaguje wtedy tak, jakby wydarzyło się coś zagrażającego. Dzieje się tak dlatego, że układ nerwowy uczy się relacji od początku życia. Jeśli w dzieciństwie bliskość była połączona z napięciem, konfliktem albo niepewnością, człowiek zaczyna nieświadomie kojarzyć miłość właśnie z takim stanem. Dla wielu osób chaos emocjonalny staje się czymś znajomym. Spokój wydaje się pustką albo nudą. Napięcie daje poczucie życia, intensywności i „chemii".

Spokój wydaje się pustką, cisza jest zagrożeniem.

PrzywiązanieRegulacja przez więź

Układ nerwowy człowieka od wczesnych etapów życia kształtuje się w rytmie emocji opiekuna. Gdy bliskość łączy się z napięciem lub strachem, w mózgu powstaje paradoks: dopamina (pobudzenie) i oksytocyna (więź) wydzielają się jednocześnie. W dorosłości to sprzężenie tworzy wewnętrzny wzorzec „miłości = napięcie". Dlatego dla wielu osób spokój początkowo wydaje się obcością, a chaos domem. W dorosłości ten zapis działa jak emocjonalny algorytm.

Kiedy w relacji pojawia się niepewność, dystans albo chłód, wzrasta dopamina, która reaguje na brak przewidywalności i daje krótkotrwały „haj": może tym razem się uda, może znowu mnie chce. Towarzyszy jej adrenalina i noradrenalina, które uruchamiają czujność i czuwanie, a kortyzol podtrzymuje gotowość. Tak powstaje chemia napięcia — stan, w którym ciało czuje, że żyje dopiero wtedy, gdy coś się dzieje. Po kłótni, milczeniu czy rozstaniu pojawia się chwilowe ukojenie: wzrasta prolaktyna i oksytocyna, hormony, które uspokajają po stresie. To dlatego pojednanie po kryzysie wydaje się tak intensywne — ciało nagradza przetrwanie. W rzeczywistości nie jest to miłość, lecz ulga po napięciu, emocjonalny efekt odstawienia.

Z czasem taki cykl — napięcie, dramat, ulga — staje się uzależniający. Człowiek szuka bodźców, bo tylko w nich czuje istnienie. Spokój wydaje się pustką, cisza jest zagrożeniem.

Proces zdrowienia polega na stopniowej zmianie tej chemii. Zamiast kortyzolu i adrenaliny, które napędzają przetrwanie, zaczynają dominować oksytocyna i serotonina — hormony więzi i równowagi. Dopamina przestaje być nagrodą za chaos, a staje się towarzyszem codziennych, sensownych działań. Ciało uczy się, że miłość nie musi pobudzać, by była prawdziwa. Że bezpieczeństwo może być przyjemnością, a nie nudą.

Stopniowo wzrasta też aktywność neuroprzekaźnika GABA, który działa jak hamulec dla nadaktywnego układu stresu. To on sprawia, że spokój przestaje być zagrożeniem, a cisza nie budzi lęku. Dopamina w zdrowym wzorcu nie jest już reakcją na chaos, lecz na konsekwencję i sens — pojawia się przy realizacji wartości, celów i relacji opartych na wzajemności.

Autorka

Aleksandra Sokołowska

Psycholożka, psychoterapeutka

Pracuje z mechanizmami przywiązania i schematów relacyjnych — towarzyszy osobom, które rozpoznają u siebie wzorce nadmiernej zależności od relacji, pomagając im odzyskać wewnętrzną regulację, granice i większą klarowność w relacjach.

Wsparcie

Rozpoznajesz u siebie ten wzorzec?

Praca terapeutyczna nad mechanizmami przywiązania jest możliwa — i działa. Pierwszy krok to konsultacja, podczas której wspólnie zobaczymy, czego potrzebujesz i jaka forma wsparcia będzie dla Ciebie najlepsza.

Umów konsultację
Next
Next

To nie zawsze koniec. Czasem to początek – o terapii par bez tabu